Terlikowska: in vitro wcale nie takie skuteczne

Fundacja Małych Stópek

Fundacja Małych Stópek

Fundacja Małych Stópek powstała 5 kwietnia 2012 r. w Szczecinie. To jednak data jedynie formalnego zatwierdzenia działań organizacji, którą tworzą osoby od wielu lat zaangażowane na rzecz obrony wartości ludzkiego życia, od poczęcia do naturalnej śmierci oraz godności jego przekazywania. Początkowo ich głównym celem, była organizacja Marszu dla Życia w Szczecinie oraz promocja duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Obecnie działania Fundacji mają znacznie szerszy zakres – obejmują całoroczną formację i edukację młodzieży, kształtowanie opinii publicznej oraz pomoc matkom, które zrezygnowały z zamiaru aborcji i urodziły swoje dziecko. Działania te, dotyczą nie tylko terenu Szczecina, ale i całej Polski, a wiele inicjatyw ma zasięg międzynarodowy.
Fundacja swą nazwę zaczerpnęła od istniejącego w przestrzeni wirtualnej Bractwa Małych Stópek (BMS), powołanego do życia przez ks. Tomasza Kancelarczyka. Bractwo nie jest strukturą formalną. To inicjatywa, zrzeszająca w sposób nieformalny (w internecie) kilkadziesiąt tysięcy obrońców życia z całej Polski, a także spoza jej granic. Jej celem jest dzielenie się informacjami, dotyczącymi obrony życia oraz aktywizowanie do działań pro-life wszędzie tam, gdzie są członkowie Bractwa.
Fundacja Małych Stópek (FMS) w odróżnieniu od Bractwa, stanowi strukturę formalną. Dzięki wsparciu Darczyńców, FMS może nieść konkretną pomoc poszczególnym osobom.

Terlikowska: in vitro wcale nie takie skuteczne

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Ministerstwo Zdrowia ujawniło dane dotyczące skuteczności metody in vitro. Średnia wynosi 32 proc., ale jeśli ktoś myśli, że dane pokazują, ile dzieci się urodziło w ramach programu, jest w błędzie.
Stowarzyszenie „Nasz Bocian” już od dawna domagało się danych na temat skuteczności zapłodnienia in vitro przeprowadzanego w ramach rządowego programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego 2013-2016. Do tych danych – przekonują przedstawiciele stowarzyszenia – dostęp winny mieć przede wszystkim pary, które chciałyby z programu skorzystać, tym bardziej że w zależności od ośrodka skuteczność wygląda bardzo różnie. Są kliniki, w których ciążę udaje się uzyskać u co piątej pary (19 procent – klinika w Warszawie), a są takie, które wykazują dwukrotnie wyższą skuteczność (na poziomie 41 procent), jak klinika w Łodzi (dokładne dane dostępne są na stronie internetowej Stowarzyszenia „Nasz Bocian”. Po sądowej batalii w końcu udało się dane odtajnić, przynajmniej te, które zostały wprowadzone do Rejestru Medycznie Wspomaganej Prokreacji do 21 stycznia 2016 roku.

Z ujawnionych „Naszemu Bocianowi” informacji wynika, że procedurę zapłodnienia in vitro dzięki rządowym pieniądzom realizowały 32 kliniki. W trzech w ramach programu przeprowadzono ponad 2 tys. transferów zarodków do macicy; w pięciu ośrodkach doszło do mniej niż 200 procedur. W sumie odnotowano 31 tys. 735 transferów zarodków do macicy. W 10 tys. 035 przypadkach stwierdzono ciążę kliniczną, z czego 668 z nich to były ciąże mnogie. Co to oznacza? Otóż przynajmniej tyle, że ponad 20 tysięcy osób na zarodkowym etapie rozwoju zginęło w trakcie procedury.

Dane te pozwalają wyliczyć, że średnia skuteczność klinik to 32 procent. Ale mówimy o ciąży klinicznej, a wiadomo, że nie każda ciąża kliniczna kończy się urodzeniem żywego dziecka. Inaczej mówiąc, to jedynie pozytywny test ciążowy i potwierdzona ciąża na USG. Ciąża kliniczna bowiem to więc połowa sukcesu. Nie wiem, czy ktoś takie dane zbiera, ale niewątpliwe ważne jest, ile ciąż klinicznych dotrwa do rozwiązania, a ile będzie musiała zostać zakończona wcześniej z powodu poronienia czy na przykład obumarcia dziecka (co zdarza choćby w przypadku ciąż mnogich). Także ów sukces na poziomie 32 procent de facto sukcesem nie jest, bo nadal nie wiemy, ile dokładnie urodziło się dzięki programowi dzieci. Sprytny to wybieg. Przecież osobom, które podchodzą do procedury in vitro, zależy na dziecku, a nie tylko na uzyskaniu ciąży. Niestety, takich danych brakuje.

Brakuje też kluczowych statystyk, które odpowiadają na pytanie, ile zarodków wytworzono, a ile dzieci z nich się narodziło. Dopiero taka statystyka pozwala odpowiedzieć na pytanie o skuteczność in vitro, a także oszacować prawdziwą, mierzoną istnieniami ludzkimi, cenę tego zabiegu.

Ministerialne dane dowodzą jednak jednego. Metoda in vitro wcale tak skuteczna nie jest, jak próbują przekonywać choćby lekarze zaangażowani w ten proceder. I – wbrew pozorom i zapowiedziom – również (tak jak naprotechnologia) – nie daje dziecka każdemu, kto się do programu zgłosi. Wystarczy przeanalizować dane, żeby zobaczyć, że więcej par odchodzi z kwitkiem niż z ciążą. Dlaczego więc na mało skuteczną i moralnie wątpliwą metodę państwo polskie wyłożyło ogromne pieniądze? Czyżby jedynymi beneficjentami programu były kliniki, bo już zgłaszające się pary niekoniecznie, czego dowodem ministerialna statystyka.

Małgorzata Terlikowska

źródło: Fronda.pl

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Zobacz więcej:

Zapisz się na Newsletter i otrzymaj od nas DARMOWY PREZENT!

Uzupełnij poniższy formularz i dołącz do naszego newslettera w zamian wyślemy Ci bez żadnych Twoich kosztów międzynarodowy symbol obrońców życia, stópki 10 - tygodniowego nienarodzonego dziecka w ich naturalnym rozmiarze.

Zostań Ambasadorem

Dołącz do bractwa