Drogie Hollywood, dlaczego chcesz mojej śmierci?

Fundacja Małych Stópek

Fundacja Małych Stópek

Fundacja Małych Stópek powstała 5 kwietnia 2012 r. w Szczecinie. To jednak data jedynie formalnego zatwierdzenia działań organizacji, którą tworzą osoby od wielu lat zaangażowane na rzecz obrony wartości ludzkiego życia, od poczęcia do naturalnej śmierci oraz godności jego przekazywania. Początkowo ich głównym celem, była organizacja Marszu dla Życia w Szczecinie oraz promocja duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Obecnie działania Fundacji mają znacznie szerszy zakres – obejmują całoroczną formację i edukację młodzieży, kształtowanie opinii publicznej oraz pomoc matkom, które zrezygnowały z zamiaru aborcji i urodziły swoje dziecko. Działania te, dotyczą nie tylko terenu Szczecina, ale i całej Polski, a wiele inicjatyw ma zasięg międzynarodowy.
Fundacja swą nazwę zaczerpnęła od istniejącego w przestrzeni wirtualnej Bractwa Małych Stópek (BMS), powołanego do życia przez ks. Tomasza Kancelarczyka. Bractwo nie jest strukturą formalną. To inicjatywa, zrzeszająca w sposób nieformalny (w internecie) kilkadziesiąt tysięcy obrońców życia z całej Polski, a także spoza jej granic. Jej celem jest dzielenie się informacjami, dotyczącymi obrony życia oraz aktywizowanie do działań pro-life wszędzie tam, gdzie są członkowie Bractwa.
Fundacja Małych Stópek (FMS) w odróżnieniu od Bractwa, stanowi strukturę formalną. Dzięki wsparciu Darczyńców, FMS może nieść konkretną pomoc poszczególnym osobom.

Drogie Hollywood, dlaczego chcesz mojej śmierci?

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

List (prawie) dwunastoletniej niepełnosprawnej Elli do twórców filmu „Zanim się pojawiłeś”.

Drogie Hollywood, dlaczego chcesz mojej śmierci? Nie zaprzeczaj. Twoje dzieła pokazują mi, co tak naprawdę o mnie myślisz. W kinach można teraz obejrzeć film „Zanim się pojawiłeś”. Nie czytałam książki, na której jest oparty, lecz fabułę opowiedziała mi mama, a ja sama czytałam recenzje w necie. Jest to historia faceta, który ulega wypadkowi, łamie sobie kręgosłup i do końca życia jest przykuty do wózka. Jest to więc ktoś, kogo życie bardzo przypomina moje, a kto według Ciebie w zasadzie powinien chcieć umrzeć.
Dlaczego niby moje życie miałoby być nic niewarte?
Mama mi powiedziała, że to nie jest pierwszy film, uśmiercający osobę z niepełnosprawnością właśnie dlatego, że jest sparaliżowana. Na przykład w filmie „Za wszelką cenę” bohaterka ma niedowład czterokończynowy i podejmuje decyzję, że woli umrzeć, nić wieść niedoskonałe życie.
No to jeszcze raz pytam: dlaczego niby moje życie ma być gorsze od innych? Dlaczego uważacie, że mogłabym chcieć ze sobą skończyć?
Siedzicie sobie wygodnie w fotelach i patrząc na nas, ludzi na wózkach, odczuwacie współczucie. Myślicie, że nasze życie jest mniej wartościowe i smutniejsze. Tak naprawdę jesteście po prostu przerażeni – nie chcecie dopuścić do siebie myśli, że pewnego dnia możecie być tacy, jak my teraz. Wierząc we własną doskonałość, zadufani w sobie uważacie, że lepiej jest umrzeć, niż mieć niesprawne ciało. To smutne.
Jesteście tak bardzo przekonani o tym, że wiecie, jak wygląda moje życie, że nawet nie staracie się pokazać prawdy o nim w „Zanim się pojawiłeś”. Czy naprawdę widzowie mogliby zacząć kręcić się niespokojnie albo nawet poczuć przerażenie, gdybyście pokazali, jak ktoś przesiada się do auta z wózka inwalidzkiego, jest opuszczany na krzesełku rehabilitacyjnym do wanny lub korzysta z pomocy innych na podjeździe dla wózków? Myślicie pewnie, że takie obrazki ukazują słabość ludzi takich jak ja, a wy przecież brzydzicie się słabością.
Czy chociaż zapoznaliście się dobrze z tematem? Zapytaliście ludzi poruszających się na wózkach, czy woleliby być martwi, czy jednak woleliby być kalekami? Założę się, że słysząc takie pytanie popatrzyliby na was jak na szaleńców.
Jestem kaleką. To tylko słowo. Nie trzeba się nim podniecać. I tak myślicie, że nie chce mi się żyć, więc to czy inne słowo nie sprawia wam chyba różnicy? Pewna pani obruszyła się kiedyś na mnie. Powiedziała, że „kaleka” to obraźliwe słowo i kazała mi mówić „sprawny inaczej”.
Bzdura! Wysiadły mi nogi. Jestem kaleką. To prawda o mnie, i trzeba z tą prawdą żyć. Nie dla mnie poprawność polityczna, która pomaga osobom mającym sprawne ciała jakoś mnie zdefiniować. Jeśli naprawdę interesowałoby was, co myślę i czego pragnę, i potraktowalibyście mnie jak człowieka, nie kręcilibyście filmów sugerujących, że wyrządziłabym swojej rodzinie prawdziwą przysługę odbierając sobie życie. Wstydźcie się!
Być może nie wierzycie w Boga. Nie ma takiego przymusu. Jednak ja sama w Boga wierzę, przez co wierzę też w wartość człowieka. Wierzę, że wszyscy jesteśmy stworzeni na Boży obraz i podobieństwo. I właśnie dlatego wierzę, że każdy z nas ma swoją wartość. Skoro sądzicie, że naszą wartość wyznaczają inni ludzie, uważajcie, bo mogą chcieć ją nam odebrać. Jeśli jednak nasza wartość jest z Boga, nikt nie ma prawa twierdzić, że osoba swobodnie chodząca jest warta więcej niż ktoś, kto nie potrafi postawić choćby jednego kroku.
Być może powinniście spróbować na nowo odkryć Pana Boga – żyjąc bez Niego staliście się niegodziwi.
A to mógł być całkiem dobry film. Mogła to być historia miłosna dwojga ludzi, z których jedno jeździ na wózku. Ciągle słyszymy takie historie. Zakochani kompletnie nie myślą o wózku. To inni ludzie myślą o nim aż za bardzo.
A przecież wózek to tylko przedmiot. To moje nogi. To mój środek lokomocji. I tyle.
I kiedy wy w swoich biurach podkreślacie, jak wielką odwagą wykazał się bohater filmu, odbierając sobie życie (i pogrążając wiele osób w żałobie, co mnie osobiście wydaje się szczytem egoizmu), ja żyję swoim życiem. A ono – o czym nie macie bladego pojęcia, bo nie staraliście się go poznać – jest niezwykłe. Mam przyjaciół, chodzę na domówki. Prowadzę normalne życie. I wcale nie mam ochoty umierać. Jestem szczęśliwa, że mam takie właśnie życie.
A jeśli chcecie się przekonać, jak naprawdę wygląda życie na wózku, przyjedźcie w lipcu na zawody wózkarzy, podczas których będę broniła tytułu. Wy jesteście przekonani o tym, że życie niepełnosprawnych prowadzi do myśli samobójczych. A ja zajęłam się wyczynową jazdą na wózku, ucząc się w skateparkach jazdy na tylnych kołach i po poręczy.
Wszystko to, co myślicie o moim „przykuciu” do wózka, to bzdury. Moje krzesło nie tylko pozwala mi śmigać po podjazdach, ale i pokazuje, kto dopuszcza się największego hejtu. Nie podnoście oczu, bo właśnie na was wskazuję.
Mam nadzieję, że następnym razem dopracujecie scenariusz,
Ella Frech
Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Zobacz więcej:

Zapisz się na Newsletter i otrzymaj od nas DARMOWY PREZENT!

Uzupełnij poniższy formularz i dołącz do naszego newslettera w zamian wyślemy Ci bez żadnych Twoich kosztów międzynarodowy symbol obrońców życia, stópki 10 - tygodniowego nienarodzonego dziecka w ich naturalnym rozmiarze.

Zostań Ambasadorem

Dołącz do bractwa