„Przedludzie” – czy fikcja zostanie zrealizowana?

Referendum aborcyjne w Irlandii to kolejny krok w realizacji przerażającej wizji nakreślonej przez Philipa K. Dicka w opowiadaniu „Przedludzie”. Wizji, o którą walczą postępowi „obrońcy praw człowieka” oraz piewcy zrównoważonego rozwoju. Wizji, która została nazwana przez św. Jana Pawła II cywilizacją śmierci.
Do napisania „Przedludzi” Philipa K. Dicka zainspirował Sąd Najwyższy USA, a konkretnie jego wyrok w słynnej sprawie Roe vs. Wade wydany 22 stycznia 1973. Przedstawiciele najważniejszego w USA ogniwa wymiaru sprawiedliwości zalegalizowali de facto aborcję na życzenie w Stanach Zjednoczonych, a dzieci w łonach matek nazwali „potencjalnym życiem ludzkim”. Sędzia Harry Blackmun powiedział wówczas, że dziecko poczęte nie jest osobą i dlatego nie ma przeciwwskazań w zalegalizowaniu aborcji.
Świat stworzony przez Dicka ujrzał światło dzienne w październiku 1974 roku, kiedy to „Przedludzie” zostali opublikowani w czasopiśmie „Fantasy and Science Fiction”. Stworzona przez pisarza rzeczywistość jest niemal całkowicie pozbawiona jakiejkolwiek racjonalności, logiki, ludzkich odruchów i pozytywnych uczuć. Władze mają absolutny monopol na przemoc, a zdecydowana większość społeczeństwa jest zmanipulowana, żeby nie napisać ogłupiona i bez słowa sprzeciwu godzi się na eksterminację tytułowych przedludzi.
Płód – przedczłowiek – człowiek
Przedludzie to jak sama nazwa wskazuje istoty ludzkie, ale nie ludzie, które zgodnie z amerykańskim prawem „nie mają duszy” i dlatego można je poddać legalnej aborcji. Według wymyślonego przez Dicka prawa „dusza wchodzi w człowieka”, kiedy ten opanuje umiejętność rozwiązywania prostych zadań algebraicznych, czyli w „arbitralnie” ustalonym wieku 12 lat. „Kongres wprowadził prosty test określający przybliżony wiek, kiedy dusza wstępuje w ciało. Wyznaczała to zdolność rozwiązywania zadań algebraicznych. Do tego czasu były tylko ciała, zwierzęce instynkty, zwierzęce odruchy i reakcje na bodźce. Jak psy Pawłowa, kiedy widziały strużkę wody sączącą się spod drzwi laboratorium w Leningradzie; wiedziały, ale nie były ludźmi”, opisywał Dick.
Oznaczało to, że każde dziecko, które nie znało algebry nie posiadało również praw, a w szczególności… prawa do życia i dlatego było postrzegane jako przedmiot, bądź w najlepszym wypadku „istota ludzka”, a nie człowiek. A skoro ktoś nie jest człowiekiem, to można, BA!, trzeba go eksterminować poprzez „nietrwający dłużej niż dwie minuty” zabieg… uduszenia w specjalnie przygotowanym do tego pomieszczeniu. „Doktor mógł przeprowadzić setkę takich zabiegów dziennie i było to zgodne z prawem, ponieważ nienarodzone dziecko nie było człowiekiem. Było przedczłowiekiem. Potem tylko przesunięto datę uzyskania człowieczeństwa”, pisał autor.
W swoim opowiadaniu Philip K. Dick opisuje, jak wyglądało wprowadzanie obowiązującego prawa i jakie argumenty przemawiały za przesuwaniem „początku człowieczeństwa”.
„Cały błąd zwolenników usuwania ciąży, od początku polegał na tym, ze arbitralnie ustalili granice. Do embriona nie stosuje się prawa Amerykańskiej Konstytucji i może być legalnie zabity przez lekarza. Ale starszy płód był osobą ludzką i miał prawa, przynajmniej przez jakiś czas. Potem zwolennicy aborcji zadecydowali, ze nawet siedmiomiesięczny płód nie jest człowiekiem i może być zabity przez dyplomowanego lekarza. A potem nowo narodzone dziecko… to właściwie jarzyna, nie potrafi skoncentrować wzroku, nic nie rozumie, nie mówi – argumentowało proaborcyjne lobby w sądzie i wygrało dzięki tezie, że noworodek jest tylko płodem na skutek przypadkowego procesu usuniętym z organizmu. Ale, nawet wtedy, gdzie należało przeprowadzić ostateczną granicę? Kiedy dziecko po raz pierwszy się uśmiechnie? Kiedy wypowie pierwsze słowo, czy kiedy po raz pierwszy sięgnie po upatrzoną zabawkę? Legalna granica była bezlitośnie odpychana coraz dalej i dalej. I wreszcie teraz najbardziej okrutna i arbitralna definicja: zdolność do rozwiazywania zadań algebraicznych”, pisał autor „Przedludzi”. Co gorsza – ostateczna, przynajmniej na razie granica „początku człowieczeństwa” to efekt… kompromisu między zwolennikami aborcji, a hierarchami tzw. Kościoła Świadków – dominującej wspólnoty religijnej w USA. „W ten sposób starożytni Grecy z czasów Platona nie byli ludźmi, gdyż nie znali algebry, tylko geometrię. Algebra była znacznie późniejszym wynalazkiem arabskim”, kpił Dick.
To jednak nie wszystko. W świecie stworzonym przez pisarza istnieje sprawnie działający i nieznający jakichkolwiek skrupułów aparat represji i propagandy. Po Stanach Zjednoczonych jeżdżą siejące grozę wśród dzieci (niczym „czarne wołgi” w bloku wschodnim) „klimatyzowane ciężarówki”, do których kierowcy-oficerowie wrzucają „przedludzi”, żeby wywieźć ich do specjalnych ośrodków, tzw. Centrów Powiatowych.
W aborcyjnej ciężarówce może znaleźć się każde dziecko (a jak się później okazuje również każdy dorosły), które nie posiada odpowiedniego druku potwierdzającego, że jest ono „chciane przez rodziców”. Wydanie takiego pisma jest z jednej strony drogie przez co nie stać na „luksus” posiadania dziecka wielu rodziców, a z drugiej… i tak nie ma pewności, że odpowiednie papiery uratują życie dziecka.
Po przetransportowaniu przedludzi do Centrum Powiatowego są one traktowane niczym psy w schronisku. Co jakiś czas organizowane są bowiem „pokazy” dla osób, które decydują się „adoptować dziecko”. Jeśli jednak w ciągu 30 dni nie znajdzie się żaden zainteresowany, wówczas natychmiast dokonywana jest tzw. aborcja.
My tylko chcemy pomóc…
Jak to wyglądało w praktyce?
„– Masz kartę C czy nie? – spytał Ferris.
– C… co to jest karta C? – zapytał chłopiec.
Ferris urzędowym głosem poinformował chłopca o przysługujących mu prawach. – Jedno z twoich rodziców albo twój opiekun prawny wypełnia formularz 36-W, który stanowi legalne potwierdzenie, że jesteś dzieckiem chcianym. Że oni, on lub ona chce cię mieć. Nie masz tego? To z punktu widzenia prawa jesteś pozbawiony opieki, nawet jeżeli twoi rodzice chcą cię zatrzymać. Podlegają karze pięciuset dolarów – powiedział.
– Miałem, ale zgubiłem – odpowiedział chłopiec.
– To kopia będzie w kartotece. Wszystkie te dokumenty są mikrofilmowane. Zawiozę cię do…
– Do Centrum Powiatowego? – Patykowate nogi chłopca trzęsły się ze strachu.
– Rodzice maja trzydzieści dni na wypełnienie formularza 36-W. Jeżeli nie dostarcza go do tego czasu… – mówił oficer.
– Moja mama i tata zawsze się kłócą. Teraz jestem z tata – mówił chłopiec.
– I nie dał ci karty C? – W poprzek kabiny była przymocowana strzelba. Przy zatrzymywaniu
małego zbiega wszystko może się zdarzyć. Odruchowo Ferris spojrzał na strzelbę. Była na swoim miejscu. Użył jej tylko pięciokrotnie w całej swojej karierze wykonawcy prawa. Mogła roznieść człowieka na strzępy.
– Musze cię zabrać – powiedział otwierając drzwi kabiny i wyjmując z kieszeni kluczyki. – Jest tam już jeden chłopak, nie będzie wam się nudzić – dodał.
– Nie – powiedział malec. – Nie wsiądę – mrugając stał na wprost Ferrisa, uparty i niewzruszony jak kamień.
– Pewnie się nasłuchałeś historii o Centrum Powiatowym. Tam się usypia tylko kretynów i
zboczeńców. Każde mile, porządnie wyglądające dziecko zostaje adoptowane. Ostrzyżemy cię i doprowadzimy do porządku; aż będziesz wyglądał jak ktoś profesjonalnie zadbany. Chcemy ci znaleźć dom, o to nam tylko chodzi. Mało jest takich… wiesz… chorych psychicznie albo fizycznie, których nikt nie chce. Ciebie jakaś zamożna osoba złapie od razu; przekonasz się. Nie będziesz musiał wałęsać się tutaj bez opieki rodzicielskiej. Będziesz miał nowych rodziców z kupa forsy, którzy cię zarejestrują. Rozumiesz? Tam, gdzie cię zawiozę, jest tylko tymczasowe miejsce zamieszkania, gdzie możesz się spotkać z przyszłymi nowymi rodzicami – tłumaczył Ferris.
– A jeżeli nikt mnie nie zaadoptuje w ciągu miesiąca? – zapytał chłopiec.
– Co tam, tu tez możesz spaść z urwiska do oceanu. (…) A tak się przejedziesz i poznasz dużo nowych kolegów – odpowiedział kierowca”, pisał Philip K. Dick.
 
Oficer Ferris to jedna z najbardziej mrocznych postaci występujących w opowiadaniu, będąca w rzeczywistości idealnym odzwierciedleniem zasady BMW, czyli „Bierny, mierny, ale wierny”. Kiedy w pewnym momencie zostaje zapytany przez dwóch mężczyzn, dlaczego tak bardzo zależy mu na przetransportowaniu chłopca-przedczłowieka do Centrum Powiatowego odpowiada: „Ja tylko egzekwuje uchwały. Gdyby zmieniono to prawo, to cóż, woziłbym puste opakowania na makulaturę albo cos innego i byłbym tak samo zadowolony”, po czym automatycznie i z uśmiechem na ustach dodaje, że dzięki swojej pracy „ma okazję jeździć po okolicy i poznawać nowych ludzi”. Nie trzeba dodawać, że podobną linię obrony przyjmowali niemieccy zbrodniarze wojenni, którzy również zasłaniali się stwierdzeniem: „Ja tylko wykonywałem rozkazy…”. Nie trzeba również dodawać, że podobnie „tłumaczą się” aborcjoniści, którzy (jak wiadomo) „bronią praw kobiet” i „działają zgodnie z prawem”…
Fikcja, która nadeszła?
Warto w tym momencie porównać „argumenty” aborcjonistów z „Przedludzi” z „argumentami” używanymi przez współczesnych nam zwolenników dzieciobójstwa, również tych z Irlandii. Oni także powtarzają niczym w amoku, że dziecko w łonie matki nie jest człowiekiem, a co najwyżej płodem, naroślą, bądź częścią ciała kobiety, które ta w każdej chwili może wyciąć. To aborcjoniści wprowadzili selekcję na dzieci „chciane” i „niechciane”, czyli te które można „donosić” oraz te, które należy „usunąć”. Zamordowanie dziecka poczętego jest dla nich zabiegiem dokonanym w luksusowym, zapewniającym pełnię wszelkich standardów ośrodku pomocy, czyli współczesnym odpowiednikiem „klimatyzowanej ciężarówki aborcyjnej” z opowiadania Dicka.
To zwolennicy aborcji chcą „ratować kobiety” przed podejrzanymi o „chorobę” bądź „uszkodzenie płodami”. To oni również chcą wyeliminowania ze społeczeństwa „kalek i bękartów” zanim te przyjdą na świat. To piewcy dzieciobójstwa wycierają sobie twarze sloganami o ludzkiej godności, wolności i prawach kobiet atakując wszelkiej maści wulgaryzmami, wyzwiskami i pozwami sądowymi wszystkich, którzy się z nimi nie zgadzają. To w końcu oni straszą społeczeństwo bajkami o przeludnieniu, które za niedługo nastąpi.
Na ten ostatni „argument”, o rzekomym przeludnieniu, a co za tym idzie – zagładzie ludzkości – zwrócił również uwagę 44 lata temu Philip K. Dick: „Z powodu braków energii i paliwa należy drastycznie zmniejszyć liczbę ludności. W przeciwnym razie za dziesięć lat nie starczy żywności dla nikogo. To jest pierwsza faza… (…) Wiecie, że na świecie brakuje wszystkiego – energii, soku jabłkowego, paliw i chleba; musimy zmniejszyć liczbę ludności. (…) Zerowy przyrost ludności to jest jedyna odpowiedź na kryzys żywnościowy i energetyczny”. Kilkadziesiąt lat po opublikowaniu opowiadania jesteśmy świadkami ostatecznej realizacji tej rzekomej fikcji literackiej…
Niektóre trendy są niezmienne?
W innym miejscu z kolei pisarz prezentuje „typową” rozmowę z „kobietą wyzwoloną”, dla której aborcja to powód do dumy i przechwałek, o którym można porozmawiać przy kawie i ciasteczkach podczas spotkania z koleżankami. Dzieci z kolei, to zło konieczne, za które powinno się wstydzić.
„– Zróbmy sobie skrobankę! – zaproponowała z ożywieniem Cynthia wchodząc do domu
obładowana syntetyczną żywnością. – Czy to nie byłoby miłe? Czy to cię nie podnieca? – zapytała męża.
– Najpierw musisz zajść w ciążę – zauważył ironicznie Ian. – Zamów wizytę u doktora Guido, to mnie będzie kosztować najwyżej pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt dolarów, i każ sobie usunąć sprężynkę – dodał.
(…)
– Ale skrobanki są teraz takie modne – mówiła Cynthia. – Spójrz, co my mamy? Mamy dziecko,
Waltera. Ilekroć ktoś przychodzi z wizytą i widzi go, wiem, ze się zastanawia „Jak to się stało?”.
To bardzo żenujące. Te skrobanki, jakie robią teraz kobietom we wczesnym okresie, kosztują sto
dolarów… cena dziesięciu galonów benzyny! A ma się temat do rozmowy z każdym, kto wpadnie – dodała.
Ian odwrócił się do niej.
– Czy można zabrać sobie płód? Przynieść do domu w słoju albo pokryty specjalna luminescencyjną farbą, żeby świecił w nocy? – spytał spokojnym głosem
– W dowolnym kolorze! – odpowiedziała.
– Embrion? – zapytał zszokowany Ian.
– Nie, słój. Można tez wybrać kolor płynu. To jest roztwór konserwujący, wiec praktycznie jest to
wydatek na cale życie. Chyba dają nawet pisemna gwarancje – odparła.
Ian założył ręce na piersi, żeby zachować spokój.
– Czy zdajesz sobie sprawę, że są ludzie, którzy chcą mieć dzieci? Nawet zwykle, przeciętne
dzieci? Ludzie, którzy co tydzień jeżdżą do Centrum Powiatowego w poszukiwaniu niemowląt?
Te pomysły… cala panika światowa na temat przeludnienia. (…) Tymczasem jednak mamy za mało dzieci – podkreślił.
– Ale dzieci to taki kłopot… – powiedziała Cynthia”, napisał Dick.
 
Czy w roku 2018 coś się zmieniło? Tak! Wyzwolone kobiety są ubrane na czarno, wyposażone w parasolki i wieszaki, a gdyby zakazać używania wulgaryzmów, to zdecydowana większość z nich w ogóle by się nie odzywała.
 
A jeśli demokratycznie zmienią prawo…
Nie bądźmy naiwni! Jeśli referendum w Irlandii zwyciężą zwolennicy aborcji to będzie to sygnał zarówno dla mieszkańców „zielonej wyspy” jak i reszty świata, że nadszedł czas na maksymalną ofensywę w „walce o prawa człowieka”. Jeśli w demokratycznym głosowaniu obywatele będą mogli zdecydować o życiu i śmierci dzieci poczętych, to dlaczego nie mieliby w przyszłości w ten sam sposób orzec, gdzie jest granica, po której człowiek „nabywa duszę”. Z pewnością znalazłyby się autorytety moralne, które rozstrzygnęły by tę kwestię „tak jak należy” i stwierdziły, że właściwie każdy człowiek do 12 roku życia jest „przedczłowiekiem”, a co za tym idzie – nie przysługuje mu prawo do życia? BA! Szybka śmierć pozwoli uratować jego godność…
Niemożliwe? Możliwe, a nawet praktykowane, czego dowodzi tragedia Alfiego Evansa.
Tomasz D. Kolanek
PS. Nie jest prawdą, jakoby Philip K. Dick przeprosił za „Przedludzi” i wycofał się z któregokolwiek napisanego w nich słowach, co sugerują przedstawiciele lewicy. Faktem są jedynie przeprosiny, jakie autor złożył wszystkim, którzy poczuli się urażeni bądź zdegustowani jego opowiadaniem. A takich było bardzo, ale to bardzo wielu, o czym świadczą dziesiątki listów z pogróżkami m.in. od organizacji promujących „aborcję na życzenie”, jakie pisarz otrzymał.
źródło: https://www.pch24.pl/przedludzie—czy-fikcja-zostanie-zrealizowana-,60501,i.html

Zamknij menu
Twitter
YouTube
Instagram

Podobało się? Podziel się z innymi:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on email
Email

Zapisz się na Newsletter i otrzymaj od nas DARMOWY PREZENT!

Uzupełnij poniższy formularz i dołącz do naszego newslettera w zamian wyślemy Ci bez żadnych Twoich kosztów międzynarodowy symbol obrońców życia, stópki 10 - tygodniowego nienarodzonego dziecka w ich naturalnym rozmiarze.



Zgodnie z art. 13 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (Dz. Urz. UE L 119 z 04.05.2016) informuję, iż:
1) administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Fundacja Małych Stópek, z siedzibą w Szczecinie, przy ul. Świętego Ducha 9,
2) kontakt z administratorem: e-mail: kontakt@fundacjamalychstopek.pl, tel: 791 138 902,
3) Pani/Pana dane osobowe przetwarzane będą w celu subskrypcji do newslettera na podstawie Art. 6 ust. 1 lit. a ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. ,
4) odbiorcami Pani/Pana danych osobowych będą wyłącznie podmioty uprawnione do uzyskania danych osobowych na podstawie przepisów prawa,
5) Pani/Pana dane osobowe przechowywane do momentu żądania usunięcia z subskrypcji,
6) posiada Pani/Pan prawo do żądania od administratora dostępu do danych osobowych, prawo do ich sprostowania usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, prawo do cofnięcia zgody oraz prawo do przenoszenia danych,
7) ma Pani/Pan prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego,
8) podanie danych osobowych jest dobrowolne.


Poniżej wpisz kwotę jaką chcesz podarować
Fundacji Małych Stópek

Podaj kwote

Jednorazowa darowizna w wysokości

Miesięczna darowizna w wysokości

Jednorazowa darowizna w wysokości

Miesięczna darowizna w wysokości

Jednorazowa darowizna w wysokości

Miesięczna darowizna w wysokości

Jednorazowa darowizna w wysokości

Miesięczna darowizna w wysokości